Turbacz – sposób na szarą niedziele :)

Niedziela. Jak to słowo pięknie brzmi. Dla większości z nas jest to dzień wolny kojarzony z rodzinnymi obiadami, odpoczynkiem, spotykaniem się ze znajomymi czy z obcowaniem z naturą za miastem. Dla mnie i dla mojej dziewczyny niedziela jest wszystkim co wymieniłem. Akurat w ostatnią niedzielę postanowiliśmy się wybrać w góry, lecz jednak nie do Zakopanego. Tym razem naszą kolejną przygodę chcieliśmy przeżyć w Gorcach.

W niedzielę z samego rana (dosłownie z samego rana, ponieważ wstaliśmy o 5.00 rano) wyruszyliśmy z naszego domu autobusem mpk na jedną z głównych wylotowych ulic na południe z naszego miasta. Jako, że nigdy nie podróżowaliśmy autostopem skłoniło nas do tego by tym razem tak zrobić. Staliśmy ok. 20 min z kartonem w ręce, na którym pisało „Rabka- Zdrój”. Po tych kilku minutach zatrzymała się dziewczyna, która jechała w tą samą stronę co my.

Rondo Matecznego w Krakowie

Po miło przebytej drodze wysiedliśmy w Nowym Targu. Niestety pogoda nie była taka jaką byśmy sobie życzyli, ale pomimo tego bardzo się cieszyliśmy, że po długiej przerwie w naszych podróżach znów możemy być poza miastem. Przeszliśmy przez całe miasto (oczywiście po drodze zatrzymując się w jednym z tamtejszych sklepów po małe co nieco), a następnie mijając stok weszliśmy do lasu.

Martynka na szlaku

Na samym skraju lasu widniała tabliczka, a raczej drogowskaz, wskazujący, że do celu zostało nam 1h i 45 min. Zadowoleni, że za jakiś czas będziemy u szczytu ruszyliśmy chętnie dalej. Wokół nas było pełno pięknego, białego puchu. Droga, po której szliśmy była trochę oblodzona, ale nam to nie przeszkadzało. Po drodze pachniało świeżo ściętą sosną. Mgła, która spowiła krajobraz wokół nas nie pozwoliła na oglądanie widoków, lecz nam to nie przeszkadzało. Co jakiś czas mijała nas jakaś grupka turystów, czasem pojedyncze osoby, narciarze.

WP_20150118_029a

Po dwóch godzinach marszu, we mgle wyłoniło się zarys schroniska, do którego zmierzaliśmy.Weszliśmy do niego od razu wyciągnęliśmy kanapki oraz chińskie zupki. Wiadomo nie są one zdrowe, ale w czasie wypraw bardzo się przydają, po skonsumowaniu prawie wszystkiego co mieliśmy i wypiciu kawy, porobiłem jeszcze kilka zdjęć po czym ruszyliśmy dalej w drogę, ponieważ zbliżała się już godz. 14.00, a planowaliśmy zejść do miasta najdalej na 17.00.

WP_20150118_036a

 

Lecz ta droga nie była taka szybka 🙂 jak małe dzieci wyciągnęliśmy jabłuszko z plecaka i zaczęliśmy na nim po kolei zjeżdżać, tarzać się w śniegu, śmiać się i piszczeć. Mała rzecz, a cieszy. Tyle radochy mieliśmy z takiej zabawy. Kręciliśmy sobie nawzajem filmiki. Raz ja Martynce, raz ona mi.

(Polecam oglądać w jakości HD)

Koło godz. 16.00 zaczęło się ściemniać i robić nie miło. Mgła, która towarzyszyła nam cały dzień teraz jeszcze bardziej spowiła teren wokół nas. Śliski i zmrożony śnieg zmusił nas do wyciągnięcia raków. Gdy je założyliśmy od razu szło nam się lepiej i bezpieczniej.

WP_20150118_050a

WP_20150118_051a

W trakcie zejścia, po drodze mijaliśmy schronisko Stare Wierchy, gdzie przywitała nas malutka psinka.

W pewnym momencie zapadł zmrok. Nawet czołówka ledwo co pomagała. Zmęczeni, chcieliśmy jak najszybciej wyjść z lasu i wracać do domu. Po kilkudziesięciu minutowym marszu Martyna usłyszała w dali samochody. Ucieszeni, że nie długo wyjdziemy na ulicę przyspieszyliśmy kroku. W tej chwili na horyzoncie ukazała nam się czerwona poświata. Myśląc, że to nadjechał samochód nie zwracaliśmy na to większej uwagi dopóki nie doszliśmy do tajemniczego miejsca. Na niebie ukazały się dwie poświaty mocno oświetlające przestrzeń w okół siebie. Wystraszeni nie wiedzieliśmy co to jest.

WP_20150118_101a-1024x577

W pewnym momencie wyleciał jeszcze z drzewa malutki ptaszek, strasząc nas jeszcze bardziej. Ufff… Dopiero potem gdy odeszliśmy kawałek dalej okazało się, że był to nadajnik jednej z telefonii komórkowej. Po pięciu minutach naszym oczom ukazała się Zakopianka i stacja benzynowa. Próbowaliśmy złapać autostop na poboczu, lecz przez mgłę nikt nas nie widział. Postanowiłem poszukać transportu na pobliskiej stacji. Spoglądając po rejestracjach dostrzegłem chłopaka, który tankował czerwoną Astre. Podszedłem, zapytałem. Nie był to dla niego problem. Razem z dziewczyną, zaprosili nas do samochodu i wróciliśmy do domu.

I tak planując być na 19.00 w domu, nasz plan udał się w 100%. Zadowoleni z wycieczki i z przygody jaka nas spotkała byliśmy jeszcze bardziej zadowoleni, że nasz skoczek wygrał konkurs w Zakopanym na Wielkiej Krokwi:) Kamil gratulujemy!

Reszta zdjęć z wyprawy:

WP_20150118_025a
WP_20150118_042a
WP_20150118_043a
WP_20150118_057a
WP_20150118_072a
WP_20150118_075a
WP_20150118_077a
WP_20150118_079a
WP_20150118_088a

Dziękujemy za uwagę i zapraszamy na kolejne opisy naszych wypraw:)

Krzysiek i Martyna.

Skomentujesz?

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.