Wrocław miastem krasnali

Ten rok wraz z Krzyśkiem przeznaczyliśmy na zwiedzanie najciekawszych i najpiękniejszych miast w Polsce. Tym sposobem Krzysiek nie zdążył się zastanowić nad propozycją wycieczki do Wrocławia, kiedy wsadziłam go do autokaru i nagle znaleźliśmy się na Dworcu Głównym w tym pięknym mieście.

Ul. Piłsudskiego
Ul. Piłsudskiego

Trochę oszołomieni po wczesnym wstaniu (3:40 pobudka, 5:00 wyjazd z Krakowa) podeszliśmy do informacji turystycznej. Co prawda miałam już ustalony plan gdzie mamy iść, ile czasu nam to zajmie. Plan dopracowany ze szczegółami do najmniejszej minuty. Pomimo tego zapytaliśmy w punkcie panią, o trasę dotarcia do naszych ustalonych celów.

Wrocław
Wrocław

W międzyczasie okazało się, że w „Coffe Haven”, które znajdowało się 50m dalej jest promocja Walentynowa. Można było kupić dwie kawy w cenie jednego. Tak, więc zorientowana we wszystkich smakach kaw w „ Coffe Haven” zamówiłam dla nas dwie średnie Moccha. Kawa smakowała wyśmienicie i sprawiła, że dostaliśmy dodatkowej energii.

źródło: http://www.starybrowar5050.com
źródło: http://www.starybrowar5050.com

Podobno Wrocław jest piękny latem. Nie. To nie jest prawda. Wrocław jest piękny o każdej porze roku nie tylko latem.

WP_20150215_003a

Po wyjściu w dworca głównego spacerkiem przeszliśmy wzdłuż ulic trafiając pod „Teatr Capitol”. Tam na skrzyżowaniu ulic dostrzegliśmy ołowiane rzeźby ludności miejskiej z czasów PRL. Zrobiliśmy kilka zdjęć i udaliśmy się w dalszą podróż. Po kilku minutach trafiliśmy na Rynek, który urzekł nas swoim wdziękiem. Mały, skromny, schludny i zadbany. Nie przesadzam 😉 W związku z tym, iż po Rynku spacerowaliśmy koło godz. 8:00 rano, nie było wielu przechodniów. Stwierdziliśmy, że przejdziemy szybko przez Rynek, aby zdążyć na wcześniejsze wejście na Panoramę Racławicką, tak też przyspieszyliśmy kroku. Po drodze zatrzymywaliśmy się na kilka chwil uwiecznić na zdjęciach krasnoludki.

Wrocław
Wrocław

WP_20150215_007a
WP_20150215_010a
WP_20150215_011a
WP_20150215_014a

Wrocław miastem krasnali 🙂

WP_20150215_016a
WP_20150215_021a

Trafiliśmy do Panoramy Racławickiej, lecz za późno. Już jedno wejście się odbyło i musieliśmy czekać 30min. na drugie. Nam to nie przeszkadzało. Przeszliśmy się po okolicznym parku, poszliśmy na bulwary, skąd podziwialiśmy Odrę, kościoły i inne budynki po drugiej stronie rzeki. Urzeknięci widokami stwierdziliśmy, że moglibyśmy przeprowadzić się do Wrocławia. Weszliśmy ponownie do budynku wystawy, a następnie na platformę widokową. Obraz namalowane przez Jana Stykę z pomocą Wojciecha Kossaka wraz z elementami dekoracyjnymi, wywarło na nas ogromne wrażenie nie mniej jednak cena biletu było bardzo duża.

WP_20150215_024a WP_20150215_028a
WP_20150215_031a
WP_20150215_035a

http://youtu.be/MDyHmtHbVys

Po 30min podziwiania płótna wyszliśmy z wystawy i udaliśmy się do Muzeum Narodowego, które znajdowało się 5 min drogi od Panoramy Racławickiej. Tak spędziliśmy kolejne 30 min oglądając polichromię oraz drewniane rzeźby, obrazy przypadające na okres średniowiecza.

Po okresie kilku tygodniowej pogodowej „szarzyzny”, tym razem warunki atmosferyczne nam sprzyjały. Dzięki temu nasze kroki po wyjściu z muzeum skierowały się na przystanek autobusowo- tramwajowy, a następnie pod Halę Stulecia i Iglice oraz do Parku Japońskiego. Widok Iglicy na tle Hali Stulecia powodował wyobrażenie Białego Domu w Waszyngtonie.

Hala Stulecia
Hala Stulecia

W pobliskim parku, czyli Paku Japońskim zrobiliśmy sobie kilku minutową przerwę. O, jak dobrze odpocząć po ciężkich tygodniach nauki i pracy. Do końca sesji został tylko jeden egzamin, reszta egzaminów zaliczona. Śpiew ptaków, zieleń, cisza i spokój wprowadzały romantyczny, a zarazem sielankowy nastrój, z którego nie chcieliśmy się szybko uwolnić. Niedaleko nas z okazji walentynek odbywały się na malutkim lodowisku zawody amatorskie hokeja, w których mógł wziąć udział każdy chętny i zainteresowany.

Chcąc zwiedzić jak najwięcej miejsc wyszliśmy pośpiesznym, ale dalej sielankowym krokiem parku „bijąc” się z myślą, czy zobaczyć ZOO, które było po drugiej stronie ulicy, czy jak przyjedziemy kolejnym razem, to wtedy go odwiedzić.  Zdecydowaliśmy się jednak na kolejny raz. Tak też wsiedliśmy do autobusu i podjechaliśmy ok. 2 przystanki, gdzie wysiedliśmy zmierzając na Politechnikę Wrocławską. Tam wsiedliśmy do gondoli „Polonijki” i przefrunęliśmy na drugą stronę Odry.

Kolejka gondolowa źródło: http://www.gazetawroclawska.pl
Kolejka gondolowa źródło: http://www.gazetawroclawska.pl

Tam wsiedliśmy w kolejny tramwaj i znaleźliśmy się koło Galerii Dominikańskiej. Następnie przeszliśmy się przez Rynek i pobliskie uliczki, szukając przy okazji jakieś fajnej restauracji. Nagle naszemu obliczu ukazało się wielkie białe krzesło, które wprawiło nas najpierw w osłupienie, a następnie w rozbawienie. W planie mieliśmy jeszcze pozwiedzać Stare Miasto i udać się do Sky Tower. Najpierw jednak poszliśmy na punkt widokowy znajdujący się na wieży kościoła Św. Elżbiety, a potem do naszej ulubionej restauracji, czyli „Gruzińskie Chaczapuri”.

Langosz
Langosz

W związku z tym, iż nie było miejsc usiedliśmy przy jednym stole z małżeństwem i ich małym synkiem. Czekając na zamówione posiłki nawiązaliśmy z nimi kontakt. Dzięki nim dowiedzieliśmy się, że jednak musimy zwiedzić wrocławskie ZOO, bo jest przepiękne. Tak, więc, zjedliśmy szybko obiad, a następnie biegiem trafiliśmy na przystanek tramwajowy i dotarliśmy do bram ZOO. Tam, najpierw podziewaliśmy lwy. Następnie weszliśmy do jedynego w Polsce „Afrykarium”. Chodząc po budynku oglądaliśmy płaszczki, rekiny, różne rybki, które pływały nad naszymi głowami, hipopotamy, rośliny afrykańskie, krokodyle. Nawet jedno dziecko podziwiające krokodyle stwierdziło: „ może tatuś by wskoczył do krokodyli”. Rozśmieszyło nas to stwierdzenie i poszliśmy dalej zwiedzać.

Sharks
Sharks
A to co?
A to co?
Pingwinek
Pingwinek
Domek w ZOO
Domek w ZOO

Polecam oglądnąć krótkie filmiki:

http://youtu.be/q7myvi9aESk

https://www.youtube.com/watch?v=9OwpSUN6nTg&feature=youtu.be

Po wyjściu z „Afrykarium” dochodził już zmierzch, ale pogoda nadal była nadzwyczajnie piękna, co sprawiło, iż przeszliśmy się jeszcze po całym parku zoologicznym, pomimo tego, iż prawie wszystkie zwierzątka były pochowane albo już smacznie spały.

Stamtąd udaliśmy się na Dworzec Główny, do Biedronki, a następnie do autokaru. W autokarze stewardesa rozpieszczała wszystkich podróżujących dając drożdżowe bułeczki, wodę, soki, ciasteczka Petit Bruce. Tak też w godzinach późno wieczornych znaleźliśmy się w domu z kolejnymi przygodami za nami i jeszcze większymi w najbliższym czasie przed nami 😉

 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.